Drukuj
poniedziałek, 19, sierpień 2019

Trzeci dzień pielgrzymowania przeżywaliśmy w duchu misyjnym. Przed Mszą Świętą, zarówno w części A, jak i B, krótko o swojej pracy poza granicami Polski opowiadali tarnowscy misjonarze. Wśród nich także ks. bp Mirosław Gucwa, sprawujący opiekę nad diecezją Bouar w Republice Środkowoafrykańskiej.

Kazanie, według tegorocznego porządku, wygłosił ks. bp Stanisław Salaterski. Odwołując się do fragmentu Ewangelii według św. Łukasza o posłaniu siedemdziesięciu dwóch, przypomniał on o konieczności przekazywania Dobrej Nowiny dalej; głoszenia jej w codziennych sytuacjach.

„Słowo przypadkiem wypowiedziane, słowo świeckiego człowieka, słowo spoza ambony otwiera na Pana Boga. W nim jest tyle łaski Bożej, tyle światła, że najbardziej nas czyni uczniem Chrystusa, ale i apostołem, misjonarzem, świadkiem także. Sami zewangelizowani przez dojrzewanie w wierze, przez osobiste, takie nietypowe, spotkania, mamy obowiązek dzielić się Dobrą Nowiną z innymi. O tym jak wielu ludzi czeka na naszą pomoc, na naszą modlitwę, na misjonarzy, słyszeliśmy u początku Mszy Świętej. I dziękujemy Panu Bogu za wszystkie misyjne powołania z naszej diecezji. Dziękujemy za wszystkich, którzy uczestniczą w misyjnej działalności Kościoła modlitwą, ofiarą, sercem, którzy przeżywają trwogę misjonarzy i ich radości.”

Nasze spotkanie z Chrystusem dokonuje się niejako stopniowo. Zazwyczaj rodzice przynoszą nas do chrztu. Bardzo pokrzepiające jest potem świadectwo ich wiary. Chociażby obraz rodziców odmawiających wieczorny pacierz, jest pięknym przykładem dla dzieci. Często jednak gubimy Chrystusa. Dlatego tak ważny jest głos życzliwego upomnienia i świadectwo życia ludzi świeckich. Wiele nawróceń dokonało się właśnie dzięki ich pomocy.

„Trzeba nam też uświadomić sobie, że mamy być misjonarzami w swoim środowisku, bo ten temat jest dla nas trochę zaniedbany. […] Bo okazuje się, że bardzo powierzchowna bywa nasza wiara. Nie umiemy za wiele powiedzieć o Jezusie. Mamy problem z opowiadaniem innym, wyjaśnianiem przykazań i dogmatów naszej wiary. […] Nie umiemy dzielić się radością z tego, że znaleźliśmy przewodnika na życie. Jakbyśmy byli skazani na pójście za Jezusem, a nie wyróżnieni tym darem. Ponadto zbyt posłusznie, pokornie, potulnie przyjmujemy to, co płynie ze świata - nie zawsze pozytywne, nie zawsze wspierające naszą kulturę, naszą wiarę, nasze dotychczasowe, na wierze budowane, postępowanie. Krytycyzmu i świadomości dobra, które jest w tym, co przejęliśmy z tradycji, co przejęliśmy w Kościele od Boga trzeba nam bardzo.”

Nie możemy być obojętni wobec zła, które czynią inni. Oczywiście najpierw potrzeba nam spojrzenia w prawdzie na siebie. Jednak jako koledzy czy rodzice mamy prawo i powinniśmy reagować na dziejące się zło. Nie potępiać człowieka, ale sprzeciwiać się grzechowi. Prawo do tego ma również proboszcz w parafii: „To, że winien to czynić z kulturą, taktem, szacunkiem, delikatnie, na różny sposób – jak najbardziej.

To, że nie mamy prawa nikogo osądzać, potępiać, z imienia i nazwiska wywoływać – oczywiście. Ale modlić się, ale mówić o problemie, ale podpowiadać argumenty - dlaczego tak nie można i jak być powinno, i dlaczego, i dokąd to prowadzi - to święty obowiązek.”

Na zakończenie ksiądz biskup dodał: „Matce Najświętszej oddajemy nasze zatroskanie, naszą nieśmiałość, nieumiejętność, czasem niemoc, czasem brak odwagi. I wierzymy, że ona po swojemu potrafi posłać nas tam, gdzie jesteśmy z Bogiem najbardziej potrzebni i przydatni, i możemy być skuteczni.”

„Umiejmy korzystać z daru, jakim każdy z nas jest dla brata, dla siostry, dla tych, którzy razem z nami są w drodze. A bez wątpienia cuda, o których opowiadała Ewangelia będą się dokonywać. Diabły będą uciekać, a pokój, miłość, szczęście będzie gościć w sercach coraz to nowych kręgów ludzi.”