Drukuj
niedziela, 18, sierpień 2019

Za nami dzień drugi. Dzień, w którym byliśmy świadkami zawarcia czterech związków małżeńskich. Na ten krok zdecydowały się pary z pielgrzymkowych grup numer: 7, 12, 14 i 19. W kazaniu ks. bp Stanisław Salaterski przypominał przede wszystkim o potrzebie słuchania.

 „Słuchać Bożego Słowa, być mu posłusznym, przejąć się nim to przyjęcie tej wielkiej szansy, którą jest Słowo Boga, to uczynienie przestrzeni w naszym życiu, by ono je porządkowało, jak na dzieci Boże przystało. Często ostatnio słyszymy określenia obrazów Matki Bożej: ‘Matka Boża słuchająca’. Odnosi się to określenie do obrazów, na których artysta zostawił odsłonięte przynajmniej jedno ucho Matki Bożej i mówimy: ‘Matka Boża nas słucha’. Pewno tak, ale to przypomina też, że ona zawsze słuchała Pana Boga.”

Przyniosło to błogosławione owoce w postaci narodzin Syna Bożego, konkretnej pomocy wobec Elżbiety oraz tego, że Maryja stała się Matką Kościoła.

„Słuchać Bożego słowa jak Maryja, uczymy się w drodze do domu Maryi. Tej, która słucha naszego narodu od wieków. Tej, w pobliżu której czujemy się wolni. Nie tylko wobec systemów totalitarnych, ale wobec pośpiechu, wobec takiej postawy: ‘postępuję jak wszyscy inni’. Blisko niej stać nas na udzielenie osobistej odpowiedzi Panu Bogu. Nawet wtedy, kiedy ona będzie pod prąd czasom. Nawet wtedy, kiedy będzie niepopularna, ale będzie odpowiedzią serca na to, co do mnie mówi Bóg. Jeżeli potrafimy w taki dialog z tym, co Bóg do mnie mówi, wejść, to ogień, który Jezus przyniósł, zapłonie i Królestwo Boże znajdzie urzeczywistnienie na naszej ziemi, a my okażemy się naprawdę synami Bożymi.”

Słuchanie słowa Bożego i wchodzenie w dialog z Bogiem są również zachętą, żebyśmy w podobny sposób budowali inne relacje w naszym życiu. Na fundamencie wzajemnego słuchania się budować trzeba także małżeństwo, co w kontekście dzisiejszych ślubów pielgrzymkowych przypomniał biskup Stanisław.

Lepiej żyje nam się w parafiach, gdy słuchamy. „Wtedy można czuć się jak w rodzinnym domu. Wtedy chce się iść do swojego parafialnego kościoła. Wtedy można go wznieść, utrzymać, wyremontować, napełnić życiem. Kiedy tego zabraknie, kiedy każdy w swoją stronę, to bywają problemy i doświadczenia przykre. A tak bywa czasem i w naszej diecezji. Są proboszczowie, którzy wszystko wiedzą najlepiej – nie potrzebują ani rady duszpasterskiej, ani rady, ani uwagi kogokolwiek.

Istnieją też wspólnoty robiące na złość proboszczowi – zaznaczył pielgrzymkowy kaznodzieja – ale także te, które dostrzegając niedoskonałości, proponują pomoc. Zaakceptowanie tej pomocy przez księdza proboszcza przynosi wspaniałe efekty.

„Słuchać się. Słyszeć się. Zaufać sobie. To jest zadanie i recepta na to, by parafia była naszą rodziną, by ona żyła, by nam pomagała w drodze. Jeżeli tego zabraknie, to budujemy mury”